10 cudów średniowiecznego świata. Miejsca, które olśniewały wędrowców

Sugerowano, że piramidy były spichlerzami biblijnego Józefa – zarządcy Egiptu, który przygotował kraj na czas głodu /©123RF/PICSEL

Podróżnicy opowiadali o nich niestworzone historie. Niektóre okazały się później wyssane z palca, ale inne – nie mniej zadziwiające – były prawdziwe. I świadczyły o tym, że poza Europą istnieją też nieznające chrześcijaństwa, a jednak wspaniałe cywilizacje. Pod wieloma względami wręcz przewyższające Stary Kontynent.

Reklama

Średniowieczne wyobrażenie o świecie pozaeuropejskim budowały nie tylko rzetelne podania przejętych odkrywaniem nowych miejsc podróżników. Wpływały na nie również plotki i zmyślenia  rozpowszechniane przez przemierzających świat awanturników. W końcu, jak pisze Norman Davies w w swojej najnowszej książce "Na krańce świata":

"Niektórzy podróżnicy pokonują ogromne dystanse i mimo to zachowują wszystkie swoje przekonania w nienaruszonym kształcie. Poszerzanie horyzontów niestety nie odbywa się automatycznie, co trafnie podsumowuje przysłowie: podróż czyni mądrego lepszym, a głupiego gorszym."

Reklama

Niewątpliwie były jednak takie cele wędrówek, które zapierały dech w piersiach każdego Europejczyka, który do nich trafiał. Jak o nich opowiadano?

10. Piramidy: cuda świata... biblijnego

Imponujące piramidy w Gizie średniowieczni europejscy podróżnicy i krzyżowcy usiłowali skojarzyć ze światem znanym z Biblii. Niestety, nic sensownego z tego nie wychodziło. Wprawdzie początkowo podchwycono ideę, że monumentalne budowle były kryptami faraonów, ale niebawem ktoś wymyślił, że... wybudowano je jako zabezpieczenie przed potopem.

Sugerowano też, że piramidy były spichlerzami biblijnego Józefa - zarządcy Egiptu, który przygotował kraj na czas głodu ("siedem lat chudych"). Tak czy inaczej, warto było je zobaczyć, choć po drodze czasem można było zginąć z rąk wyznawców Proroka.

9. Sawa: sanktuarium Trzech Króli

W swoim "Opisaniu świata" z 1298 roku Marco Polo wspomniał o ojczystym mieście nowotestamentowych trzech mędrców ze Wschodu. Jego zdaniem chodzi o Sawę w Persji, czyli dzisiejsze Saveh w Iranie. Jak pisał:

"W tym mieście pogrzebani są trzej Magowie w trzech wielkich i pięknych bardzo grobowcach. Nad każdym grobem znajduje się czworoboczny budynek z okrągłą nadbudówką, nader pięknie ozdobiony. Tak jedno piętro stoi na drugim. Ciała są jeszcze zachowane w całości i mają brody i włosy."

Najwyraźniej ludziom średniowiecza nie przeszkadzało, że w tym samym czasie z relikwii Trzech Króli słynęła już Kolonia.

8. Bagdad: w poszukiwaniu mądrości

Do czasu zdobycia i wymordowania jego mieszkańców przez Mongołów w 1258 roku Bagdad, stolica kalifatu Abbasydów, uchodził za miasto ze wszech miar niezwykłe. Liczył setki tysięcy ludzi i był kosmopolityczny, a do tego w miarę tolerancyjny. Tak przynajmniej utrzymywał Beniamin z Tudeli, XII-wieczny żydowski podróżnik spod Saragossy.

Bagdad był też przepełniony nauką. To tutaj miejscowi kalifowie ufundowali w IX stuleciu słynny Dom Mądrości, w którym gromadzili arabskie tłumaczenia m.in. greckich dzieł filozoficznych i naukowych. Instytucją kierował chrześcijanin Johannitius (lepiej znany jako Hunajn ibn Ishak). Wśród tłumaczy znaleźli się przybysze z rozmaitych stron świata.

Symbolem potęgi Bagdadu jako ośrodka kulturalno-naukowego było poruszające się drzewo ze srebra i złota. Za pomocą tego średniowiecznego automatu kalif Al-Muqtadir w X w. oczarował delegację z Bizancjum.

7. Ziemia księdza Jana: gdzie Indie, gdzie Afryka?

Za pontyfikatu papieża Kaliksta II, około roku 1122 przybył do Konstantynopola duchowny z Indii imieniem Jan i opowiedział o swojej ojczyźnie. Jej stolicą było ponoć wielkie miasto Ulna, przez które przepływała prosto z Raju rzeka pełna złota i kamieni szlachetnych. Nieopodal niej, na szczycie góry wznosiło się sanktuarium - kościół św. Tomasza. W środku budowli znajdował się srebrny sarkofag z ciałem świętego patrona. Wokół relikwii dochodziło do licznych cudów.

Kolejne doniesienia kapłana Jana były coraz bardziej barwne. Okazało się, że w jego stronach można spotkać ludzi z rogami, pigmejów, cyklopów, feniksa, salamandry, ludożerców, faunów i satyrów, amazonki i braminów. Zaś sam Jan był i kapłanem, i królem, mającym potężną armię i co roku nawiedzającym ciało proroka Daniela w Babilonie. Opływał w bogactwo: łoże miał z szafiru, a przy jego stole - wykonanym ze szmaragdu - biesiadowało codziennie 30 tysięcy ludzi.

Można byłoby to wszystko uznać za niewartą uwagi bujdę na resorach, gdyby nie to, że do "Jana, prześwietnego i wspaniałego króla Indii" pisywał papież oraz władcy świeccy. Mieli nadzieję, że egzotyczny monarcha pomoże im w walce z muzułmanami.  Ale, choć tytułowano go władcą Indii (kojarzonych w średniowieczu jako miejsce bogate i egzotyczne) próbowano lokalizować królestwo Jana w... Abisynii, czyli dzisiejszej północnej i środkowej Etiopii. Dlaczego? Wedle ówczesnych przekonań Etiopia leżała blisko Indii. Zresztą już w XI-XIII wieku mnisi zaczęli identyfikować Abisynię z ojczyzną biblijnej królowej Saby, kochanki Salomona.

6. Alamut: dziewice i terroryści

Alamut, górska twierdza leżąca około 100 kilometrów od dzisiejszego Teheranu, był podobno siedzibą Starca z Gór, przywódcy słynnych asasynów. Ci skrytobójcy i zamachowcy, działający prawdopodobnie pod wpływem haszyszu, byli postrachem krzyżowców oraz muzułmańskich władców mających na pieńku z ich wodzem. Jak przekazał Marco Polo, pod Alamutem znajdował się ogród, który stanowił sekret poświęcenia, z jakim asasyni oddawali się swoim misjom:

"Było tam wszelakie dobro, roślin i kwiatów obfitość tam była rozkoszna. Były tam wszelkie owoce świata i drzewa wszelakie, jakie znaleźć zdołał. Tam kazał wybudować najpiękniejsze domostwa, najpiękniejsze pałace, jakie widzieć było można.

I przebywały tam najurodziwsze damy i dziewice świata, umiejące grać na wszystkich instrumentach i śpiewać dźwięcznie i słodko i tańczyć dookoła zdrojów, piękniej niż inne kobiety. Rozkosz to była prawdziwa, a zwłaszcza biegłe były w wabieniu i pieszczotach, ponad wszelkie wyobrażenia. I Starzec z Gór wmawiał w swych ludzi, że ogród ten jest rajem."

Zdaniem Marco Polo, przywódca asasynów usypiał wybrańców z "rajskiego ogrodu" za pomocą opium, wynosił ich do "prawdziwego świata" i budził. Tam nie mogli już myśleć o niczym innym, jak tylko o powrocie do utraconej idylli. A ponieważ droga do tego raju wiodła przez śmierć, asasyni nie bali się żadnej misji. Wręcz pragnęli umrzeć.

Niestety w tym przypadku wenecki podróżnik popuścił nieco wodze fantazji. Tym niemniej Starzec z Gór rzeczywiście istniał. Ta mroczna postać rezydowała jednak nie w Alamucie, a w syryjskiej twierdzy Masjaf.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje