Sztuka wojny Chrobrego. Gdzie krył się sekret morderczej skuteczności polskiego zdobywcy

Bolesław Chrobry z drużyną w czasie wyprawy na Kijów. Rysunek Karola Stobieckiego. Ilustracja z książki „Narodziny potęgi” /INTERIA.PL/materiały prasowe

Rusini drżeli przed jego potęgą. Niemcy czuli do niego respekt większy, niż do jakiegokolwiek innego wodza. Wikingowie bali się go spotkać na polu boju. Dlaczego jego wojowie byli niepokonani?

Reklama

Drużyna i książę byli jak dwie połówki jednego owocu. Książę organizował wyprawy, z których przywożono łupy i niewolników, dzięki czemu miał środki na utrzymanie swoich wojów. W pewnym sensie wyprawy wojenne były koniecznością. Jak pisał węgierski historyk György Györffy:

Utrzymanie władzy zawsze zależy od tego, czy władca jest w stanie zaspokoić materialne wymagania swojej drużyny i zapewnić sobie, za pomocą stałych świadczeń, jej wierność. Jeżeli książę nie ma dochodów, z których mógłby płacić żołd i utrzymywać armię, ani nie umie zorganizować przynoszących łupy wypraw, jego wojownicy odwrócą się od niego lub podniosą bunt.

Reklama

Tyle, że podobny model jak w Polsce obowiązywał między innymi w Czechach czy na Węgrzech, a to jednak Bolesław przyćmił wszystkich sąsiadów skalą swoich działań. Lista podbojów pierwszego króla Polski może imponować. Morawy z Ołomuńcem, Czechy z Pragą, Łużyce, Miśnia, Kijów, ziemie kilku pruskich plemion, tereny dzisiejszej Słowacji, tajemnicza kraina Selencja...

Jeżeli nie posłuchasz, zginiesz marnie

Chrobry płacił dobrze, ale też wymagał posłuszeństwa. Polacy byli karnymi wojami. Jak podkreślał Andrzej Nadolski w swojej książce poświęconej wojskowości czasów Bolesława:

Źródła nie przekazały nam w każdym razie ani jednej wiadomości o złamaniu dyscypliny w wojskach polskich Chrobrego, natomiast wyraźnie wspominają, że ówczesna armia niemiecka była daleka od pożądanej karności.

Zresztą tylko spróbowaliby... W 1013 roku Bolesław zorganizował wyprawę na Ruś, wspierany przez wojowników z koczowniczego ludu Pieczyngów. Ci ostatni okazali się krnąbrni. Polski władca, nie bacząc na konsekwencję, zaatakował i wymordował więc własnych sojuszników!

Jednocześnie Bolesław nie szafował hojnie krwią ludzi sobie lojalnych - wręcz przeciwnie. Kiedy nie widział szans na zwycięstwo wycofywał się i unikał otwartej bitwy. Tak było w 1004 roku, gdy na wieść o zbliżającej się niemieckiej armii, uciekał z Pragi; tak było w czasie wojny z Rzeszą w 1005 roku, gdy cofał się aż do Poznania, jak i na przełomie 1018 i 1019 roku, kiedy ewakuował się z Kijowa. Jak słusznie zauważył Andrzej Nadolski:

Wojska Chrobrego cofały się często. Nigdy jednak, jak sądzić można, nie poszły polskie siły zbrojne w rozsypkę, nigdy odwrót nie zamienił się w ich całkowitą katastrofę. Ścigający je nieprzyjaciel z reguły napotykał po pewnym czasie ponownie zorganizowany opór.

Bywało, że wojowie Bolesława rwali się do walki, ale zatrzymywał ich książęcy rozkaz. W 1010 roku niemiecki król Henryk II wkroczył do Polski, a Bolesław z wałów Głogowa obserwował płonące w oddali grody i wioski. Dowódcy namawiali władcę, by w otwartym polu stawić czoła najeźdźcom, lecz Chrobry pozostał nieugięty.

Obawiał się niepotrzebnej rzezi swoich ludzi. Wprawdzie Niemcy objuczeni łupami wrócili do Rzeszy, ale książę zachował przy życiu swoich wojów i już niebawem wykorzystał okazję, by krwawo zemścić się na agresorach.

Mądrzejszy z każdą wyprawą

Najbliższy złamania potęgi Bolesława był wspomniany niemiecki władca Henryk II. Pierwszą wyprawę na Polskę zorganizował w lutym 1004 roku. Zima była nietypowym terminem na tego typu akcję, zwykle "sezon wojenny" zaczynał się późnym latem. Swoją drogą, bizantyńskie traktaty wojskowe radziły, by Słowian atakować właśnie zimą, kiedy nie mogli skryć się za leśnym listowiem, a śnieg ułatwiał ściganie uciekinierów.

Jednak wielkie opady śniegu, a zaraz potem nagła odwilż skutecznie uziemiły niemieckie wojska. Nie sposób było przedzierać się najpierw przez zaspy, a później przez zwały pośniegowego błota.

Odtąd Henryk II atakował już Polskę latem lub wczesną jesienią, za każdym razem z coraz gorszym efektem. Kiedy w 1015 roku podzielił swoje siły na cztery armie, Bolesław przyblokował dwie, trzecią zatrzymał dywersyjnym atakiem na Austrię, a czwartą zapędził na bagna i zgotował jej krwawy koniec.

Dwa lata później, w 1017 roku, niemiecki władca nie dzielił już swoich sił. Utknął jednak pod Niemczą. Kronikarz Thietmar, opierający się na relacjach naocznych świadków, pisał, że:

Cesarz nakazał naszym zbudować różnego rodzaju machiny oblężnicze, wnet atoli ukazały się bardzo podobne do nich u przeciwnika. Nigdy nie słyszałem o oblężonych, którzy by zwiększą od nich wytrwałością i bardziej przezorną zaradnością zabiegali o swoją obronę. [...] Gdy zdarzyło im się coś pomyślnego, nie wykrzykiwali nigdy z radością, ale i niepowodzenia również nie ujawniali przez wylewne skargi.

Po trzech tygodniach Henryk II kazał szturmować Niemczę, ale budowane z wielkim trudem machiny oblężnicze "szybko spłonęły od ognia rzuconego z wałów". Próba wspięcia się na wały obronne, kończyły się niepowodzeniem. Koniec końców, pokonany imperator musiał zawrócić.

Fortel godny pana Zagłoby

Bolesław czasami imał się fortelów godnych sienkiewiczowskiego pana Zagłoby. Mimo dobrej orientacji w terenie charakteryzującej ludzi tamtej epoki, średniowieczne armie musiały korzystać z usług miejscowych przewodników. W 1005 roku Chrobry przekupił ludzi, którzy mieli poprowadzić niemiecką armię przez tereny położone między Łabą a Odrą. W efekcie zamiast najkrótszą trasą, wojownicy Henryka maszerowali kilkanaście dni przez bagna i pustkowia.

Książę dbał też o łączność między swoimi oddziałami. Gońcy błyskawicznie krążyli od jednego do drugiego. Większość informacji musieli zapamiętywać, czasami dane liczbowe karbowano na kijach.

Potrafił też zaskakiwać nieprzyjaciół nagłym uderzeniem. Duża w tym zasługa polskich koników - może nie wyglądały zbyt okazale, ale miały inne zalety:

Szczególnie w złych warunkach komunikacyjnych koniki wykazują wysokie walory użytkowe. Podkreślana bywa ich zdatność do "łażenia" po rozmiękłym gruncie, zwłaszcza w okresie roztopów.

Cóż tam, panie, w polityce?

Wojna, jak powiada Clausewitz, to kontynuacja polityki. Bolesław Chrobry był pod tym względem perfekcjonistą. Jeżeli w którymś z sąsiadujących z Polską krajów dochodziło do zawirowań politycznych, natychmiast zjawiali się piastowscy wojowie i zajmowali kolejne ziemie, często bez przelewu krwi.

Na wieść o śmierci swojego przyjaciela, cesarza Ottona III, polski książę zalał się łzami, ale zaraz potem wkroczył na teren Rzeszy, biorąc pod swoje panowanie Łużyce i Miśnię. Obyło się bez bitwy i krwawych walk, a niemieccy możni z Łużyc sami złożyli hołd polskiemu księciu.

Podobnie było z zajęciem Pragi. Chrobry wcześniej zdestabilizował czeską scenę polityczną - najpierw osadził tam na tronie swojego okrutnego kuzyna Bolesława III Rudego. Kiedy ten zapędził się w mordowaniu przeciwników, podstępnie go uwięził, oślepił i zajął jego miejsce jako ostatni sprawiedliwy.

W świadomości historycznej - też napędzanej propagandą szukającą uzasadnienia dla zachodnich granic z 1945 roku - funkcjonuje Bolesław Chrobry jako ten, który przez lata walczył z germańskim żywiołem. Owszem, walczył z niemieckim królem, lecz zarazem pierwszy król Polski był politykiem niezwykle elastycznym. Kiedy atakował Ruś - czy to w 1013, czy to w 1018 roku - zawsze wspierały go posiłki przysłane przez Henryka II.

Bolesław umiał szukać sojuszników dosłownie wszędzie, kontaktując się nawet z włoskimi możnowładcami i luksemburskimi hrabiami.

Nieznani bohaterowie

Już o wojach pancernych jego ojca, Mieszka I, mówiono, że "setka ich znaczy tyle, co dziesięć setek innych wojowników". Ludzie Bolesława Chrobrego musieli wyróżniać się w boju - morale wśród polskich wojów z pewnością były wysokie. Jednak imiona dowódców z przełomu X i XI wieku przepadły na zawsze. Tylko dzięki obcym przekazom wiemy, że wśród podkomendnych Mieszkowego syna znajdowali się czeski książę Sobiesław - brat świętego Wojciecha, niemiecki rycerz Eryk i - chociaż jego profesja jest dyskusyjna - niejaki Stoigniew, który dwukrotnie posłował z ramienia Chrobrego do Rzeszy.

Pozostaje tylko obraz bezimiennych kilkunastu tysięcy wojów, uzbrojonych głównie we włócznie, topory i łuki, rzadziej w drogie miecze, którzy pod wodzą charyzmatycznego Bolesława Chrobrego dokonali rzeczy niezwykłych, o których pamięć przetrwała tysiąc lat. Pierwszy król Polski był zdobywcą, jaki nie przytrafił się już nigdy w rodzie Piastów. I nie ma w tym żadnej przesady.

"Któż bowiem zdoła godnie opowiedzieć jego mężne czyny i walki stoczone z narodami okolicznymi, a cóż dopiero na piśmie przekazać je pamięci?" - pytał retorycznie Anonim zwany Gallem. Wprawdzie pod piórem tego kronikarza Chrobry jest przesadnie idealizowany, lecz w przypadku sukcesów militarnych możemy częściowo weryfikować dane Galla w oparciu o starsze, zagraniczne źródła. I za każdym razem, gdy mówimy niczym przy karcianym stoliku "Sprawdzam", okazuje się, że Gall miał zupełną rację. Chrobry był geniuszem wojny.

Zainteresował cię ten artykuł? Na CiekawostkachHistorycznych.pl przeczytasz również o siedmiu największych podbojach Bolesława Chrobreg.

Michael Morys-Twarowski - Doktor historii, amerykanista, prawnik, ekspert od historii Śląska Cieszyńskiego. Słowem - istny człowiek orkiestra. W swoim dorobku ma szereg monografii i artykułów naukowych. W lutym 2016 ukazała się jego książka pod tytułem "Polskie Imperium", która szturmem zdobywając status bestsellera. Teraz do księgarń trafiają "Narodziny potęgi".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje