Czesław Mozil: Byłem, jestem i będę muzykiem

Czesław Mozil przestał być kojarzony wyłącznie z muzyką. Sam artysta podkreśla jednak, że to ona wciąż jest dla niego najważniejsza. Z "facetem z akordeonem" porozmawialiśmy o jego rozwoju artystycznym, planach na przyszłość i udziale w niecodziennym projekcie "Kropla prawdy".

On.interia.pl: Jako ujmujący facet z  akordeonem w ręku zyskałeś ogromną popularność i stałeś się zjawiskiem w polskim show - biznesie. Twoje płyty sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, a na koncerty przychodziły tłumy. Potem otwarłeś knajpę, zaangażowałeś się w szycie ubranek dla dzieci i zacząłeś pojawiać się w filmach. Kim teraz jest Czesław Mozil: artystą, restauratorem czy biznesmenem?

Reklama

Czesław Mozil: Czesław Mozil był, jest i będzie przede wszystkim muzykiem. Takie otrzymałem wykształcenie. W dodatku mam w życiu to szczęście, że pasja stała się źródłem mojego utrzymania. Posiadanie restauracji, marki modowej, czy udział w kilku projektach filmowych nie zmienia faktu, że przede wszystkim jestem częścią zespołu Czesław Śpiewa. 

Zdradzisz nam, jaką masz misję jako muzyk?

- Jako muzyk chciałbym dostarczać ludziom rozrywkę, która nie jest im obojętna. 

Jakie są największe wyzwania, a jakie przywileje bycia częścią zespołu Czesław Śpiewa?  

- Wyzwanie i przywilej w jednym, to móc tworzyć w kolektywie z najlepszymi przyjaciółmi.  

Na przestrzeni ostatnich lat udzielałeś głosu kochanym przez dzieci i dorosłych bohaterom kreskówek,  wystąpiłeś we "Wkręconych" i filmie "Facet (nie)potrzebny od zaraz", stałeś się także głównym bohaterem komedii "Szkoła uwodzenia Czesława M". Na dobre rozsmakowałeś się w aktorstwie?

 - Mój udział w branży aktorskiej nazwałbym epizodycznym. Nie ukrywam, że najbardziej dumny jestem z roli Bałwanka Olafa, chociaż bez pomocy Agnieszki Tomickiej i Wojtka Paszkowskiego, którzy uczyli mnie dubbingu, efekty mogły nie być tak zadowalające. To była absolutnie fantastyczna przygoda.

Możemy się spodziewać kolejnych odsłon przygód z dubbingiem?  

- 24 listopada do kin wchodzi 20 minutowa "Kraina lodu. Przygoda Olafa.". Film będzie wyświetlany przed "Coco", a w 2019 roku swoją premierę będzie miała druga część "Krainy Lodu", w której ponownie użyczę głosu Bałwankowi Olafowi.

Jakiej postaci z bajek twojego dzieciństwa chciałbyś użyczyć głosu? 

- Jako dziecko zawsze uwielbiałem dobranockę o Misiu Uszatku. Mało jest polskich animowanych filmów długometrażowych, więc cieszę się ogromnie, że zaproponowano mi rolę najlepszego przyjaciela Misia Uszatka - Zajączka, w filmie o tym - kultowym już - bohaterze.

Planujesz rozwój swojej kariery jako aktora czy wolisz pozostać muzykiem, który okazjonalnie pojawia się na ekranie? 

- Nigdy nie ośmieliłbym nazywać siebie aktorem. Mam wielki szacunek do tego fachu i wiem, że nie jest on łatwy. Znam swoje miejsce i jest nim scena, ale muzyczna. Stojąc przed publicznością, grając koncert, czuję się prawdziwie spełniony i szczęśliwy.

W jakiej niemuzycznej dziedzinie chciałbyś się jeszcze sprawdzić? 

- Aktualnie skupiony jestem na działalności stricte muzycznej: przede mną wydanie płyty z tekstami Agnieszki Osieckiej oraz DVD, na której zarejestrowany jest mój muzyczny stand-up "Spowiedź Emigranta". Nie zmienia to faktu, że zawsze jestem otwarty na nowe propozycje i wyzwania. 

Kiedyś  w wywiadach wspominałeś, że bardzo chciałbyś mieć własny serial.  Czy to marzenie jest nadal aktualne? Jak wspominasz pracę na planie "Kropli prawdy"? 

- Praca z profesjonalistami zawsze jest przyjemnością. Tak było i teraz. Panowie Jacek Koman i Wojtek Zieliński - w przeciwieństwie do mnie - są aktorami. W dodatku świetnymi. Dla mnie praca z nimi była czystą przyjemnością. Obaj wykazali się nie tylko niezaprzeczalnym kunsztem aktorskim, ale także ogromną cierpliwością wobec mnie, za co bardzo im dziękuję.

Co intrygującego jest w granej przez ciebie postaci? 

- Postać grana przeze mnie nie jest intrygująca, tylko irytująca. Zarozumiały i pewny siebie pan, siedząc przy barze dowiaduje się od przypadkowo spotkanego konesera, że nic nie wie o whisky, którą trzyma w dłoni. Wspomniany koneser w magiczny sposób opowiada mu o historii whisky Ballantine’s.

Koncerty, nagrania i projekty pozamuzyczne zabierają Ci sporą część życia. Co robisz, kiedy faktycznie masz wolne?

- Jak tylko mam wolne, staram się spędzać czas z żoną Dorotą. Lubimy razem podróżować. Właśnie wróciliśmy z koncertu Nick Cave & the Bad Seeds w Ljublianie i Queen w czeskiej Pradze. Usłyszeliśmy cudownego Briana Maya i Rogera Taylora. Prócz tego kochamy oglądać seriale, siedząc na wygodnej kanapie w naszym mieszkaniu na warszawskiej Pradze.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje