The Illest: Sneakerhead, czyli sposób na życie

Gracjan w swojej kolekcji ma około stu par butów. Wciąż ich przybywa /The Illest /archiwum prywatne

Bywa, że w szafie ma około stu par butów. Nawet, gdy się ich pozbywa, to głównie po to, by wkrótce kupić nowe. Oprócz ceny i rozmiaru, zna także historię praktycznie każdej pary. Od siedmiu lat prowadzi największy w Polsce magazyn internetowy poświęcony tematyce sneakersów i streetwearu. Wie co to beatersy, czym jest deadstock, jak fachowo zrobić pin-roll, a re-sellerów nie szanuje. O świecie przemierzanym w kolorowym obuwiu sportowym rozmawiamy z Gracjanem Aniołem, sneakerheadem, założycielem portalu The Illest.

Reklama

Ile masz par butów?

Gracjan Anioł, The Illest: W chwili obecnej są to okolice 80-100, ale to ciągle rotuje. Stwierdziłem kilka miesięcy temu, że trzeba posegregować i posprawdzać co mam w tych wszystkich swoich kartonach. Kilkadziesiąt par poszło na sprzedaż, ale ciągle wpadają nowe. Od razu mówię, że to nie jest zbyt duża ilość. Jest tego sporo, ale zawsze znajdzie się ktoś kto ma więcej. Poza tym: jakość ponad ilość.

Reklama

Co zwykle mówią ludzie, gdy słyszą odpowiedź na to pytanie?

- "Jezu, gdzie ty to wszystko mieścisz?!" lub "Masz więcej butów niż niejedna kobieta!", ale po chwil pytają co to za buty, dlaczego zbieram, czy to drogie i ogólnie nawiązuje się bardzo fajna więź i długa rozmowa o pasjach czy zainteresowaniach. Jak pokazuję niektóre modele, to wspominają, że mieli takie same jak byli młodzi lub widzieli w nich swojego ulubionego koszykarza. Można wtedy rozmawiać całe wieczory.

Ciekawostką jest fakt, że moja narzeczona, Martyna, zrobiła wielkie oczy jak zobaczyła szafę pełną butów. Stukała się w głowę i śmiała. A teraz? Teraz sama ma prawie 40-50 par. Trudno wszystkie nasze buty pomieścić w jednym mieszkaniu.

No dobra, to teraz na poważnie - statystyczny Kowalski potrzebuje kilku par obuwia rocznie. Dlaczego ty potrzebujesz ich więcej?

- Tak jak mówisz, nikt nie potrzebuje więcej par butów niż dosłownie kilka. Jedne na trening, drugie do jeansów, trzecie do dresów czy krótkich spodenek i ciepłej pogody.

Tak się zaczęło u mnie, chciałem mieć buty na każdą okazję, później, czyli w okolicach 2007 roku zacząłem kupować buty, o których marzyłem jak byłem dzieckiem, bardzo mi się podobały kolory, kształty i linie buta. Kupowałem również te, które widziałem na teledyskach z raperami lub na nogach koszykarzy NBA.

Teraz chciałbym się bardziej skupić na historii, otoczce czy na tym co ten but oznacza dla całego sneakersowego rynku, jak bardzo był lub jest przełomowy, czy wyznacza trendy i wykracza poza design dzisiejszych czasów.

Sneakerhead - co dokładnie oznacza ten termin? Gdzie szukać początków tego zjawiska?

- Sneakerhead to termin określający osobę, która zbiera, czy też kolekcjonuje buty, ale przy okazji zagłębia się w ich historię, posiada wiedzę na temat materiałów czy też systemów amortyzacji zastosowanych w danym bucie. Interesuje go designer tworzący dany model i chce wiedzieć jaka była inspiracja przy ich projektowaniu.

Teraz każdy z zasobnym portfelem może się nazwać sneakerheadem, ale jeśli nie idzie z tym wiedza i chęć jej zgłębiania, to po prostu jesteś osobą z dużą ilością butów.

Co trzeba zrobić, żeby móc nazwać się sneakerheadem? Czy kupując buty za tysiąc złotych będę się do nich zaliczał?

-  To nie portfel określa kim jesteś. Fakt, limitowane wersje, trudno dostępne modele, czy też wyjątkowe wydania mogą kosztować nawet dużo więcej niż tysiąc. Jednakże, gdzie tu pasja, frajda czy zamiłowanie? Nie usiądziesz z kolegami przy piwie i nie pogadasz o danym modelu, co on dla ciebie znaczył, czy pamiętasz że dany koszykarz grał w nich mecz i zdobył 30 pkt. To dla ciebie tylko i wyłącznie but za 1000 zł i nic więcej. Są osoby, które kupują buty zdecydowanie tańsze, bo szukają okazji, znajdują je na giełdach staroci, wyszukują na eBay. Nie cena i ilość wyznacza, czy jesteś sneakerheadem, czy nie. Wiedza i pasja to dla mnie jest odpowiedni wyznacznik.

Jakieś dodatkowe wymagania? W sensie garderoby, która podkreśli wyjątkowe buty posiadacza

- Nie, to tylko trendy w modzie. Kiedyś nosiło się szerokie spodnie, bo kicksy nosili raperzy i koszykarze i taka była moda. Później moda się zmieniła, przyszły węższe spodnie, niektórzy zaczęli je podwijać by pokazać swoje buty i tyle. Pinroll to sposób podwinięcia spodni tuż przy kostce, by pokazać swoje retro biegówki, czyli buty kiedyś biegowe, a teraz noszone normalnie na ulicy. Przy Jordanach czy innych butach wygląda to śmiesznie. Niektórym nie chciało się podwijać to wymyślili Joggery, czyli spodnie ze ściągaczami, niekoniecznie dresy. To tylko i wyłącznie moda i trendy. Ja jestem zdania, że każdy niech nosi buty z takimi spodniami jakimi chce i w taki sposób, w którym czyje się swobodnie.  Nie ma jakiś przymusów, wyznaczników czy niuansów.

Jakie marki obuwia są "koszerne" w rozumieniu zatwardziałych fanatyków? Bo chyba nie każda marka jest godna zagoszczenia w szafie szanującego się sneakerheada...

- Nie zgodzę się tu z tobą. To jest fajne w byciu sneakerheadem, że można znaleźć w tak wąskim zainteresowaniu swoją niszę. Jedni będą lubić tylko i wyłącznie buty do kosza i nie znajdziesz u nich biegówek. Drudzy będą nosić tylko Nike, a do adidasa się nie przekonają. Mam znajomego, który po dziesięciu latach stwierdził, że będzie się skupiał tylko i wyłącznie na butach Reeboka, ale tych, które wyszły po 1980 roku, ale przed 2000. Każdy może znaleźć swój styl, swoją markę czy rodzaj butów. To jest właśnie w tym wszystkim fajne i ciekawe. To chyba najbardziej mi się w tym wszystkim podoba. Każdy może wyrazić siebie przez rodzaj butów, które zbiera.

Jedyne czego nie powinieneś znaleźć w szafie sneakerheada to podróbek, tego nie lubi nikt i nikt nie powinien ich posiadać.

A gdybyś miał wymienić modele-ikony? "Evergreeny, które od lat nie wychodzą z obiegu i za parę lat również będzie można je założyć.

- Niemalże każda marka ma kilka swoich modeli, które można zaliczyć do klasków. Nike ma ich zdecydowanie najwięcej, no ale to największa marka z największą ofertą i to od kilkudziesięciu lat.

Ponadczasowe są na pewno Nike Air Max 1, trochę starsze Air Force 1 czy część Jordanów. Na to zawsze była moda i zawsze będzie. Oczywiście jest tego zdecydowanie więcej, mógłbym tak wymieniać do rana. U adidasa będą to zapewne Superstary czy Stan Smithy, Reebok będzie miał Classic Leather, u Pumy znajdziesz Baskety. Tego jest multum.

Co mi się podoba u tych wszystkich marek to to, że od tylu już lat nadal potrafią nas zaskoczyć czymś nowym w danym bucie, którego znamy powiedzmy od 20 lat. Tu zmienią kolory, tam podmienią materiały albo wprowadzą nową podeszwę ze świeżym systemem amortyzacji i dzięki temu wygoda jest jeszcze lepsza.

Teraz można zaobserwować bardzo ciekawy trend, właśnie się rozkręca. Mówię tu o zaproszeniu designerów mody i nietuzinkowych osób, które zastępują normalnych projektantów danej marki. Dają nam oni całkiem świeże i odjechane spojrzenie, wrzucają takie rozwiązania w danym bucie, którego nie zastosował nikt inny. Warto tu zerknąć chociażby na projekty Virgila Abloha z Off White projektującego nowe Nike czy Errolsona Hugh z Acronym, który również tworzy dla Nike.

Wkraczając w świat miłośników sportowego obuwia spotkamy się ze specyficznym słownictwem. Widzę to na branżowych portalach, czy internetowych giełdach. Jakie są podstawowe zwroty do opanowania?

- Masz rację, podobnie jak w każdej branży tak i tu pojawia się specyficzne słownictwo. Swego czasu stworzyłem nawet mały poradnik czy też słownik, można go sprawdzić na mojej stronie The Illest.

Wydaje mi się, że najważniejsze słowa to kicksy/sneakersy, czyli sportowe buty noszone normalnie na co dzień. Wyżej wspomniany pinroll, czyli specjalny sposób podwijania nogawki. Beaters to but, którego tak kochamy, że nosimy go non stop, dzień w dzień, bez nadmiernego dbania o jego stan. CW/Colorway czyli po prostu kolorystyka danego modelu. DS czyli deadstock to nigdy nieużywane i nienoszone buty, kupione i pozostawione w kartonie. Fake / Legit to określenie na podróbki lub oryginalne buty. Grail to but, który znajduje się na naszej wymarzonej liście zakupów, który okupuje miejsce pierwsze i polujemy na niego latami. Natomiast reseller to osoba skupująca buty i sprzedająca je z zyskiem. Restock to z kolei ponowna dostawa butów, które już kiedyś pojawiły się w sklepach.  Mianem butów retro określa się modele, które wychodziły kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu, a teraz dana marka do nich powraca i wydaje je jeszcze raz.

Resztę definicji i określeń znajdziecie w wyżej wspomnianym artykule, ale myślę że te wymienione powyżej to najważniejsze określenia potrzebne na starcie.

Prowadzisz internetowy serwis "The Illest". To świadczy o dużym stopniu wtajemniczenia i sporej wiedzy. Od dawna jesteś czynnym sneakerheadem?

- Mój magazyn internetowy poświęcony w dużej mierze sneakersom i streetwearowej modzie powstał w 2011 roku. Natomiast moje zainteresowanie kicksami rozpoczęło się dobrych kilka lat wcześniej, myślę że początki lat dwutysięcznych. Strona powstała z prostego powodu - nie było w Polsce nic na takim poziomie, na którym by mnie zadowoliło i z którego czerpałbym odpowiednią wiedzę. Stworzyłem więc magazyn, w którym sam poszerzałem swoją wiedzę, a przy okazji dzieliłem się nią z innymi.

Jak wyglądało zdobywanie "fantów" przed laty, gdy internet nie był tak dobrze rozwinięty, a dostępność towaru dużo gorsza?

- Na początku jeździłem do większych miast, gdzie sklepów było więcej lub były lepiej "zatowarowane". Później przyszła era internetu. Sam sobie się dziwię, bo pierwsze buty kupione przez internet kupiłem z niemieckiego sklepu w okolicach 2007 roku, a znam osoby które do tej pory boją się zakupów obcych państw.

Teraz już nie ma granic i można dokonywać świetnych zakupów chociażby z Japonii czy Stanów.

Jak polujesz na buty obecnie? Dobierasz staranniej pary do swojej kolekcji? Czekasz na limitowane edycje? A może nie lubisz przepłacać i czekasz na wyprzedaże?

- Teraz już zmieniło się bardzo wiele i to na plus. W Polsce swoje sklepy mają oficjalne przedstawicielstwa takich marek jak Nike, Jordan czy adidas. Nasze rodzime sklepy swoją ofertą dorównują tym z zachodu. Zakupy obecnie są bardzo proste.

Co do tego co kupuje to bywa różnie. Jeszcze dwa trzy lata temu kupowałem to co wpadało na sklepowe półki, teraz oferta firm jest tak ogromna, a zasoby portfela tak małe, że nie dam rady kupić wszystkiego. Obecnie bardziej zastanawiam się nad zakupem i nie kupuję pod wpływem emocji czy impulsu.

Co ciekawego kupiłeś ostatnio?

- Z racji sezonu letniego postawiłem na przewiewność i wpadło kilka wersji Nike Flyknit Racer, nic szczególnego, po prostu super but na sezon letni. Pojawiły się również dwie wersje najbardziej przełomowego modelu tego roku, czyli Nike Air VaporMax. Jest to pierwszy but Nike, który nie ma podeszwy, stoi tylko i wyłącznie na poduszkach napełnionych gazem. SZOK!

Natomiast w kwestii kolekcji, to oczywiście powiększałem ilość Jordanów. Wpadło kilka wersji Air Jordan 4 oraz Air Jordan 13. A także dwa, trzy inne modele, których nie udało mi się kupić na przełomie 2016 i 2017 roku.

Podobno często zdarza się, że niektóre modele na rynku wtórnym sprzedawane są o wiele drożej, niż wynosiła ich cena nominalna. Dlaczego tak się dzieje?

- Zwykłe prawo popytu i podaży. Jeśli coś jest limitowane to chce je więcej ludzi, bo chcą mieć coś czego nie ma ich znajomy. Osoby, które posiadają dany model czasami decydują się na ich odsprzedaż, ale robią to z bardzo dużym zyskiem.

Zazwyczaj są to specjalne projekty kolaboracyjne, czyli takie, które zostały stworzone przez zazwyczaj dwie strony. Na przykład dany model zaprojektują chłopaki z danego sneakersowego sklepu, a ich ilość jest limitowana do ilości powiedzmy 200  sztuk i są dostępne tylko w ich sklepie. Wchodzisz, kupujesz i mijając drzwi sklepowe i przy wychodzeniu możesz na nich zarobić 100-200%.

Jakie są to modele? Na które warto zwrócić uwagę wiedząc, że ich cena pójdzie w górę?

- Są to modele limitowane do ilości kilkuset sztuk powstałe na specjalne okazje jak rocznice, czy też zaprojektowane przez daną firmę, sklep czy osobę, czyli tak zwane kolaboracje. Jeszcze dwa lata temu niemalże każde Jordany, jakie wychodziły można było odsprzedać z zyskiem, niestety moda się zmieniła i ich wartość zmalała.

Obecnie z niezłym zarobkiem można sprzedać jedynie bardzo limitowane wydania lub buty Kanye Westa, czyli adidas Yeezy. A jak będzie za dwa lata? Tego nie wiem, sam jestem bardzo ciekawy jak to wszystko się zmieni.

Jak oceniasz to zjawisko? Myślisz, że rozwija scenę, czy jest raczej destrukcyjne?

- Ja jestem przeciwny resellerom, czyli osobom skupującym buty tylko dla zysku, przez co osoby serio zainteresowane danym modelem muszą się albo obejść smakiem albo przepłacić. Takie coś nie rozwija rynku tylko go niszczy. Do gry wchodzą osoby z zewnątrz skuszone szybkim zyskiem, a wychodzą ci, którzy zdenerwowani takim obrotem spraw rezygnują najpierw z zakupu, a potem z całej sneakergry.

Wiesz, jakiego modelu sneakerów nigdy nie założysz?

- Nigdy świadomie nie założę podróbek. A co do konkretnych modeli? Nie mam tak, że nie lubię danej marki czy modelu. Nigdy nie mówię nigdy, gust się zmienia, więc zostawiam sobie furtkę otwartą.

Powiedz parę słów o tzw "kolaboracjach" bo to dość ciekawe zjawisko.

- Kolaboracje to projekty, które powstają przy współpracy przynajmniej dwóch stron. Takie są najczęściej spotykane. Polega to na tym, że dana firma oferuje dany model, a przedstawiciele danego sklepu lub firmy odzieżowej projektują go na swój sposób. Bardzo często kolaboracje powstają z okazji rocznicy powstania modelu lub drugiej strony kolaboracji. Najciekawsze kolaboracje to takie, które mają otoczkę, ciekawą inspirację lub nawiązują do konkretnej sytuacji lub rzeczy. Podziwiam wtedy inwencję twórczą autorów i ich świetne przedstawienie tematu w danym projekcie butów.

Na przykład mogę dać urodziny sklepu X, które zbiegają się z rocznicą powstania modelu Y. Natomiast projekt, kolory oraz materiały nawiązują do okolicy i pięknych terenów wokół miasta, w którym dany sklep ma siedzibę.

Dobra kolaboracja to taka, która wychodzi poza ramy, poza granice i projekty, które zazwyczaj widujemy w sklepach. Wychodzi poza to co oferuje dana marka w normalnych regularnych wydaniach, a druga strona daje od siebie coś wyjątkowego.

Sneakery to nie tylko obuwie w stylu retro, ale też zacięta walka technologiczna między wiodącymi producentami. Które z obecnie stosowanych nowinek wśród czołowych producentów uważasz za najważniejsze w ostatnim czasie i najbardziej korzystne dla konsumentów?

- Kilka lat temu Nike i adidas wprowadziły na rynek przędzę odpowiednio Flyknit i Primeknit. Dzięki temu buty są lżejsze, bardziej przewiewne, a zarazem nadal wytrzymałe. To dla mnie był największy skok technologiczny ostatnich lat.

Z kolei jeśli chodzi o wygodę to adidas rozbił bank wprowadzając na rynek technologię/piankę Boost w podeszwie. Na pierwszy rzut oka wygląda ona jak styropian, ale jak już wstawisz nogę w cholewkę i przejdziesz kilka kroków, to nie będziesz chciał innych butów.

Z kolei w tym roku Nike wprowadziło nową wersję klasycznych Air Maxów, w których zrezygnowali z podeszwy. Cholewka buta Nike Air VaporMax stoi tylko i wyłącznie na poduszkach powietrznych. To również niemały przełom.

Gdybyś miał złotą rybkę, spełniającą trzy sneakerowe marzenia, o jakie wersje butów byś ją poprosił?

- Wydaje mi się, że chciałbym meczowe wydania butów Michaela Jordana, czyli te w których on sam faktycznie zagrał i z jego autografem na boku. Jeśli miałbym wybierać to byłyby to modele Air Jordan 1, Air Jordan 3 oraz Air Jordan 4.

Jaki masz plan na rozwój własnego hobby? Myślisz, że ta zajawka może przerodzić się w sposób na życie?

- Nie ma tygodnia czy miesiąca, żebym nie wprowadzał czegoś nowego. Najpierw były same newsy związane z nowościami, później wprowadziłem artykuły, dużo piszę o historii butów. Teraz chce rozwinąć nasze polskie podwórko, więc staram się rozmawiać i przeprowadzać ciekawe wywiady z naszymi sneakerheadami. Ruszyłem z kanałem na Youtube, świeży projekt, ale kiedyś trzeba zacząć, co nie?

Moja zajawka niemalże od samego początku była sposobem na życie, a od kilku dobrych lat pozwala mi się utrzymać. Od 5 lat prowadzenie The Illest pozwala mi pracować w domu pisząc tylko i wyłącznie o butach czy streetwearowej modzie. Już nie pamiętam jak się pracuje na etacie.

Rozmawiał Rafał Walerowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje