Skarby ze śmietnika. Gdy ludzie wyrzucają miliony...

Czasami w pojemnikach na śmieci czai się ukryty skarb. Wielu nie przepuści okazji, by to sprawdzić /Getty Images

Chcesz nieźle zarobić, ale nie wiesz, jak? Nasza rada: wybierz się na najbliższe wysypisko śmieci. Bardzo możliwe, że w stercie odpadów znajdziesz skarb. Podniszczona książka może okazać się bezcennym antykiem, a wypłowiały obraz - arcydziełem wartym miliony.

Reklama

W Nowym Jorku zapowiadał się wspaniały dzień. Elizabeth Gibson - ranny ptaszek - postanowiła, że nie zmarnuje ani jednej jego minuty. Kobieta poszła na spacer do Parku Centralnego. Manhattan jeszcze spał: na ulicach prawie nikogo nie było. Tylko służby komunalne pracowały bez wytchnienia, doprowadzając miasto do porządku. Pozostało im jeszcze opróżnienie pojemników na śmieci. Jeden z nich, na rogu Broadway i  72  Ulicy, przykuł uwagę Elizabeth. Był przepełniony, a za pokrywę służył mu obraz - jakaś jaskrawa, fioletowo-czerwona abstrakcja.

Być może ktoś inny przeszedłby obok, ale nie Elizabeth. Kobieta opowiadała później w wywiadach: - Do tej pory nie potrafię wyjaśnić, dlaczego zabrałam to płótno. Była w nim jakaś dziwna moc, która mnie przyciągnęła.

Elizabeth sięgnęła po obraz, krytycznie zmierzyła go wzrokiem i zaczęła się zastanawiać, w którym miejscu jej maleńkiego mieszkania byłoby go najlepiej powiesić. Nie podobała jej się sztuka współczesna, jednak wróciła do domu z dziwnym trofeum pod pachą... Wzięła prysznic, po czym poszła do pracy - tą samą drogą, którą pokonała rankiem.

Na rogu Broadway i 72 Ulicy zawołał ją pewien portier: - Dobrze, że pani zabrała ten obraz, bo po dwudziestu minutach przyjechała śmieciarka i wywiozła zawartość wszystkich pojemników na miejskie wysypisko! Elizabeth w odpowiedzi jedynie się uśmiechnęła. Wieczorem powiesiła obraz na ścianie, a  po kilku dniach urządziła przyjęcie dla swoich przyjaciół. Przy okazji pochwaliła się nietypowym znaleziskiem. Przyjaciele kobiety okazali się być bardziej obeznani w sztuce. Jeden z nich zasugerował nawet, że to praca bardzo znanego meksykańskiego malarza Rufina Tamayo.

Tego samego wieczoru pojechał do domu po album z reprodukcjami dzieł artysty. Elizabeth nawet nie musiała zaglądać do środka książki, żeby przekonać się, że przyjaciel miał rację. Jej zdobycz ze śmietnika widniała na okładce. Dopiero wtedy dowiedziała się, że uratowała przed zniszczeniem słynny obraz zatytułowany "Trzy postacie". Kobieta natychmiast zwróciła się do znawców sztuki. Okazało się, że dzieło było poszukiwane od 1987 roku - zaginęło wówczas w magazynie. Przez 13 lat poszukiwaniami obrazu bezskutecznie zajmowały się policja i FBI. A Trzy postacie, według najbardziej ostrożnych szacunków, są warte ponad milion dolarów.

Elizabeth skontaktowała się z prawowitymi właścicielami dzieła Tamayo i zwróciła im płótno. Otrzymała za to nagrodę w wysokości 15 tysięcy dolarów. Kilka lat później obraz ponownie przyniósł jej dochód: został sprzedany w  domu aukcyjnym Sotheby's za 1,45 mln dolarów. Gibson otrzymała wtedy procent od wartości aukcyjnej dzieła. Ile dokładnie - nie wiadomo. Jednak na tyle dużo, żeby kobieta na zawsze zmieniła swój stosunek do sztuki współczesnej, a szczególnie do twórczości Tamayo...

Nowy Orlean, 2006

Reklama

Nazwisko następnej bohaterki jest kompletnie nieznane - być może sama kobieta postarała się o zachowanie anonimowości. Pewnego dnia mieszkanka Nowego Orleanu wybrała się na przejażdżkę rowerem. Na przedmieściach metropolii zauważyła wśród odpadków stare książki: były porwane, śmierdzące, częściowo pokryte pleśnią. Jednak kobieta zabrała je wszystkie do domu i zrobiła, co mogła, by doprowadzić je do porządku. Już w domu odkryła, że jedna z obskurnych książek jest niczym innym, jak pierwszym wydaniem "Nędzników" Wiktora Hugo z 1862 roku.

Znaleziony egzemplarz w ciągu 144 lat swojego istnienia przeszedł przez ręce wielu czytelników, co można było wywnioskować z jego stanu. Jeden z nich wydawał się szczególnie wnikliwy, ponieważ zapisał wszystkie marginesy swoimi uwagami. Nie licząc na zbyt wiele, rowerzystka wybrała się do antykwariusza. Ten dokładnie obejrzał przedmiot, po czym wprawił ją w zdumienie słowami: - To charakter pisma Wiktora Hugo!

Okazało się, że książka należała do samego autora. Hugo pracował nad powieścią przez dwadzieścia długich lat. Czasem stosował dość ekscentryczne metody, np. zamykał się w gabinecie i rozbierał do naga, by nic nie odciągało jego uwagi od pisania...

Kiedy powieść ujrzała światło dzienne, Hugo był w podróży, dlatego osobiście nie mógł zobaczyć reakcji czytelników na swoje dzieło. Wysłał więc do wydawcy pilny telegram, w którym zawarł tylko jeden znak: "?" W  odpowiedzi otrzymał wiadomość o treści: "!" Nie powinno więc nikogo dziwić, że Hugo już po publikacji powieści chciał ją jeszcze raz przeczytać i  skomentować wybrane fragmenty. Obecność autorskich uwag przekształciła zabytkową książkę w bezcenny unikat. "Nędznicy" zostali sprzedani na aukcji jeszcze w tym samym, 2006, roku. Wszystkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży znalazczyni, która była osobą bardzo religijną, przekazała na budowę klasztoru.

Wirginia, 2009

Jeśli wizyta na pobliskim wysypisku nie przyniesie ci oczekiwanych profitów, może warto zwrócić uwagę na pchle targi? Czasem za grosze można tam kupić niezwykle cenne przedmioty. W  2009 roku Marcia Fuqua, mieszkanka stanu Wirginia, wybrała się na targ staroci. Kupiła tam obraz, za który zapłaciła równo 7 dolarów. Samo płótno -  jakiś niepozorny, chaotyczny pejzaż - nie zrobiło na Marcii wielkiego wrażenia. Kobiecie wpadła natomiast w  oko wyrzeźbiona z drewna rama. Fuqua zaczęła nawet zastanawiać się, która z prac matki - artystki malarki - będzie najlepiej prezentować się w tym pięknym obramowaniu.

Jednak na wyobrażeniach się skończyło. Obraz poniewierał się na strychu u Marcii razem z  innymi niepotrzebnymi rupieciami przez niespełna cztery lata. Pewnego razu odwiedziła ją mama i sprawy potoczyły się w nieoczekiwanym kierunku. Doświadczona malarka natychmiast spostrzegła, że płótno zostało namalowane przez wielkiego artystę, najprawdopodobniej Renoira. Kiedy Marcia to usłyszała, roześmiała się i  powiedziała: - Mamo, ależ z ciebie marzycielka! Mimo swojego początkowego sceptycyzmu, zaniosła obraz do specjalisty. Opinia ekspertów w pełni potwierdziła domysły matki: to rzeczywiście było dzieło Augusta Renoira, a dokładniej pejzaż o nazwie "Na brzegu Sekwany".

Przed aukcją rzeczoznawcy wyznaczyli cenę początkową, która wynosiła 75 tys. dolarów. Niestety, na tym etapie skończyło się pasmo sukcesów Marcii. Kiedy tylko pejzaż został wystawiony na sprzedaż, prawa do niego natychmiast zgłosiło Muzeum Sztuki w Baltimore, skąd obraz został skradziony 17 listopada 1951 roku. Gdzie znajdował się od tamtego czasu i jak to się stało, że znalazł się na bazarze - do dzisiaj nie wiadomo. Kobiecie taki zwrot akcji wyraźnie się nie spodobał i nie chciała rozstać się z Renoirem. Sprawa trafiła do wymiaru sprawiedliwości, który wydał wyrok na niekorzyść powódki. W styczniu 2014 roku sąd postanowił, iż dzieło ma wrócić do Muzeum Sztuki w Baltimore, gdzie wisi do tej pory. A co na to Marcia? Chodzi po pchlich targach w nadziei, że następnym razem fortuna okaże się dla niej łaskawsza...      

        

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje